Twierdza Boyen - giżycka gwiazda obronna
- babkiwdrodze
- 2 paź 2021
- 4 minut(y) czytania

Giżycka Twierdza Boyen to co najmniej kilku godzinny spacer, więc post będzie tylko o niej. Do twierdzy bez problemów podjedziemy samochodem, praktycznie pod samo wejście. Parking (koordynaty: 54.03432, 21.75001) jest płatny 10 zł, ale trochę schowany. Trzeba przejechać przez niewielki, wąski tunel i wówczas można bez problemów zaparkować samochód wzdłuż muru przed Bramą Giżycką.
Bilet wstępu do obiektu kosztuje 15 zł i można zwiedzać... z psem! My jednak o tym nie wiedziałyśmy, ponieważ na stronie nie ma jasnej informacji - trzeba to wyczytać w regulaminie, czego akurat nie zrobiłyśmy. Romi niestety tym razem został w domu, a szkoda, bo miejsca do biegania i obwąchiwania miałby mnóstwo! Polecamy zabrać ze sobą latarkę (może być w telefonie), gdyż do różnego rodzaju obiektów można wchodzić, a nie są w środku oświetlone.
Twierdzę zwiedzałyśmy samodzielnie (chociaż można z przewodnikiem - nie jest to jednak konieczne gdyż wszystko jest doskonale opisane i oznakowane), mając do wyboru 3 szlaki o różnym czasie przejścia oraz poziomie trudności. Można je łączyć, a nawet zbaczać ze szlaku i trafić na obiekty nie ujęte na żadnym z nich. Na wejściu dostaniemy mapę, z której w łatwy sposób wyczytamy nasze 3 główne możliwości:

szlak niebieski (około 1 h) - prosty, bez stromych schodów czy podjazdów, typowo spacerowy i możliwy do pokonania nawet dla osób z mniejszą mobilnością,
szlak czerwony (około 1,5 h) - optymalna trasa, która pozwala na zobaczenie wszystkich głównych zabytków, miejscami strome podejścia, schody, czy ścieżki na wałach,
szlak zielony (około 2 h) - najdłuższy ze szlaków, poziom trudności jak na szlaku czerwonym.


Za namową dwóch przesympatycznych pracowników obiektu (Pani z kasy oraz Pana ze sklepu z pamiątkami) wybrałyśmy szlak czerwony. Przejście całej trasy zajęło nam ponad 2 godziny, czyli więcej niż zakłada mapa. Wchodziłyśmy jednak do każdego obiektu i czytałyśmy tablice informacyjne, nie oglądałyśmy natomiast dostępnych na trasie filmów (czas zwiedzania może się wówczas rozciągnąć nawet do 3 godzin). Pierwszy zabytek twierdzy napotykamy jeszcze przed dojściem do kasy. Jest to Brama Giżycka, główna brama wejściowa (w sumie na teren kompleksu prowadzą 4 bramy wjazdowe).

Zaraz po wejściu natykamy się na pierwszy z czterech obiektów wystawowych: Koszarowiec Bastionu "Miecz", przekształcony w niewielkie muzeum. W środku możemy zapoznać się z historią Giżycka oraz samego fortu. Zobaczymy tu także makietę twierdzy, salę solidarności, umundurowania żołnierzy pruskich i rosyjskich oraz wiele przedmiotów codziennego użytku z XIX i XX wieku. Naszą uwagę zwróciła zwłaszcza piękna szafa z 1846 roku, zdobiona w stylu mazurskim.

Warto zauważyć, że nie trzeba ściśle trzymać się raz wybranej ścieżki. Można je łączyć, a nawet schodzić ze szlaków do miejsc i obiektów nie ujętych na żadnym z nich. Niektóre z miejsc były tak urokliwe, że aż kusiły żeby chociaż na chwilę zboczyć z raz obranej drogi.

Kolejnym obiektem wystawowym, który napotykamy jest laboratorium prochowe. W pierwszej sali można obejrzeć wcześniej wspomniane filmy o Twierdzy Boyen. W dalszej części zobaczymy wiele ekspozycji militarnych oraz przedmiotów, takich jak amunicja, pistolety maszynowe, karabiny, bagnety oraz główną atrakcję - słusznych rozmiarów armatę oblężniczą.
Przechodząc pod wałem trafiamy do piekarni, która została zbudowana w latach 1853-1854. W aż 12 pomieszczeniach, znajdowały się 3 piece do wypieku chleba, magazyn mąki, magazyn chleba, masarnia i wiele innych. Tutaj oraz w schronie koszarowym, który znajduje się zaraz naprzeciwko piekarni przyda się wspomniana wcześniej latarka. Można pochodzić po korytarzach i pomieszczeniach tych obiektów, które jednak nie są w ogóle oświetlone.
Kolejnymi obiektami, które zdecydowanie nam się spodobały i przykuły naszą uwagę są dwa spichlerze, które zostały spalone w latach 1996-1997. Niestety nie można do nich wejść, gdyż jest to zbyt niebezpieczne, ale można do nich zerknąć. W środku zobaczymy cudowną moc przyrody - drzewa w samym centrum pogorzeliska, wyglądające niczym Zaczarowany Ogród. Jest to miejsce, w którym warto uświadomić sobie siłę natury, która pomimo wszystko zawsze odżywa na nowo, wraca do życia z ogromną mocą, jeszcze piękniejsza, bardziej zielona, silniejsza. Daje to nadzieję na to, że nawet ludzka niszczycielska siła nie jest w stanie powstrzymać jej przed ponownym odżyciem, wystarczy ją tylko pozostawić samej sobie.

Trzecim z czterech obiektów wystawowych jest stajnia z wozownią, zdecydowanie warta zobaczenia. Na piętrze trafiłyśmy na wystawę irańskiego artysty Jamala Toomaja, a na parterze bardzo wyczekiwane... WC! Od samego początku aż do tego miejsca nie ma niestety na czerwonym szlaku ubikacji. Stałą ekspozycją parterową są uprzęże konne oraz kilka powozów (do jednego z nich, znajdującego się przed budynkiem, można wsiadać i zrobić sobie zdjęcia), a nawet rewelacyjnie zachowana kuchnia polowa.
Ostatni obiekt wystawowy to warsztat zbrojmistrza, ale nie udało nam się do niego trafić... Wielka szkoda, bo podobno można tam zobaczyć wystawę mundurów, płaszczy, beretów czy hełmów. Szlak czerwony nie prowadzi jednak bezpośrednio do tego obiektu. Po dotarciu do jego końca nie chciałyśmy już zawracać, gdyż miałyśmy w planach jeszcze jeden krótki przystanek w Giżycku (o którym następnym razem), a Romi od samego rana samotnie czekał na nas w domku.
Twierdza Boyen jest zdecydowanie miejscem, którego nie można przegapić będąc w Giżycku, a nawet po prostu na Mazurach. Jest to rewelacyjne zachowany zabytek, dzięki różnorodnym trasom dostosowany do zwiedzana dla każdego. Polecamy jednak wcześniej sprawdzić pogodę i udać się tam w raczej słoneczny dzień, gdyż chodzenia tam na świeżym powietrzu co nie miara.
























































Komentarze