Zoo Safari - dzika przyroda w sercu Mazur
- babkiwdrodze
- 21 lis 2021
- 4 minut(y) czytania
Jako wielkie miłośniczki zwierząt i natury zawsze szukamy takich miejsc na trasie naszych wycieczek. Okazuje się, że Mazury są pełne dzikich zwierząt. W niewielkiej wsi Okrągłe, nad jeziorem Skomack Mały znajdziemy wspaniały ośrodek, a w nim zoo w stylu afrykańskiego safari. Przed przyjazdem należy wycieczkę zarezerwować telefonicznie (+48 660 811 811), minimalna liczba uczestników to 4 osoby. Romi czekał na nas w domku, gdyż na teren safari obowiązuje zakaz wprowadzania zwierząt.

Z dojazdem nie powinno być problemów, a samochód można zostawić na niewielkim parkingu obok ośrodka (koordynaty: 53.890007, 21.984756). Bilet wstępu kosztuje 25 zł, a dodatkowo można dokupić karmę dla zwierząt 4 zł/sztuka. Z czystym sumieniem polecamy wziąć jeden woreczek karmy dla każdego uczestnika. Jeśli nie nakarmimy całością koni i jeleni, to na samym końcu czeka nas spotkanie z największymi żarłokami - kozami. Przewodnik już na samym początku przestrzega zwłaszcza przed jednym osobnikiem - spryciarzem-złodziejem. Choć bardzo bawiły nas opowieści o kradzieży woreczków to okazało się, że same... padłyśmy jego ofiarą! Ale od początku...

Po telefonicznej rezerwacji i dojechaniu na miejsce udałyśmy się do budynku pensjonatu celem zapłacenia za bilety i zakupu karmy. Druga połowa września to już zdecydowanie okres posezonowy, więc szczęśliwie przypadła nam wycieczka indywidualna. Tylko my i bardzo sympatyczny Pan przewodnik - Stanisław. Po ogromnej przestrzeni

poruszamy się przyczepą za samochodem lub ciągnikiem. Naszej kameralnej grupie trafiło się auto osobowe - prawdziwe jeep safari. Od samego początku zwracamy uwagę na rozległość i różnorodność terenu - łąki, pagórki, bagna, lasy. To, i ogromne zaangażowanie wielu osób, powoduje, że zwierzęta czują się naprawdę bezpiecznie i swobodnie. Dochodzi nawet do sytuacji, w której zwierzęta spoza rezerwatu "włamują się" na jego teren, by dołączyć do sielankowego życia pod opieką człowieka.
Pierwszy przystanek na trasie to stado przepięknych, dostojnych koni. Zwierzęta są bardzo ufne i od razu podchodzą do samochodu prosząc o karmę. Głowy z przepięknymi grzywami pchają się między ludzi, szukając woreczków z paszą. Nie dajmy się jednak nabrać i zostawmy trochę dla innych zwierząt. Na terenie zoo można zobaczyć konie Przewalskiego, koniki polskie, konie wielkopolskie, konie zimnokrwiste czy kucyki.
Zaraz obok koni mogłyśmy zobaczyć stado, zdecydowanie mniej ufnych, jeleni. Te piękne zwierzęta czujnie zerkały w naszą stronę z bezpiecznej odległości. Jelenie to zwierzęta stadne o wysoko rozwiniętej opiece macierzyńskiej. Samice opiekują się potomstwem nawet do trzeciego roku życia i to one (a nie samce) zajmują lepsze tereny. Na terenie zoo możemy zobaczyć co najmniej kilka różnych jeleniowatych, w tym jelenie europejskie, mandżurskie, axis czy daniele.
Podczas przejażdżki kilkukrotnie zatrzymujemy się w różnych miejscach. Przewodnik z pasją opowiada ciekawostki o zwierzętach, terenie zoo i swojej pracy. Praktycznie z każdej strony widzimy jakąś przebiegającą sarnę czy ukrytą za drzewem łanię. Nie każdy jest świadomy, że sarna to oddzielny gatunek a nie "żona" jelenia. Samca jelenia nazywamy bykiem, a samicę łanią. Samiec sarny to kozioł, a samica to koza. Średnia wysokość samicy sarny to 75 cm (przy wadze 20-22 kg), natomiast łani 140 cm (70-80 kg).
Na kolejnym przystanku możemy podziwiać przepiękne bydło, m. in. krowy rasy Highland Cattle czy Hereford. Te przecudne, stadne zwierzęta są bardzo opiekuńcze. Stado przygarnęło do siebie jednego małego osobnika - owcę kameruńską. Jest to jedyna owieczka, która przetrwała z całego swojego stada i szukając "ochrony" trafiła właśnie do krów i byków. Nowa rodzina tak się z nią zżyła, że nie pozwolą nikomu zrobić jej krzywdy. Jak tylko ktoś lub coś choćby próbuje się zbliżyć to byki od razu "intruza" przegonią. Choć krowy i byki wyglądają na milutkie z tą swoją kudłatą sierścią to lepiej ich nie drażnić. Ich długie rogi zdecydowanie mogą zranić.

Kontynuując naszą podróż podziwiamy przestrzeń zoo, wzniesienia i pagórki, roślinność, bagna i stawy. Nad tymi ostatnimi możemy spotkać kolejne zwierzęta, zwłaszcza ptactwo: łabędzie, kaczki, czaple. Przewodnik podzielił się z nami interesującą ciekawostką o czaplach, przez wielu rybaków i właścicieli stawów uważanych za szkodniki. Głównym pożywieniem czapli są oczywiście ryby, dlatego są tak nielubianymi gośćmi. W rzeczywistości czaple są bardzo inteligentne i często zdarza się, że do zbiornika, który szczególnie lubią przynoszą w dziobie mniejsze ryby. Pomaga to w zarybieniu stawu. Jak widać przyroda najlepiej sobie radzi, gdy zostawimy ją samą sobie.

Obok jednego ze stawów z daleka zauważamy stado jeleni oraz jednego osobnika, który zdecydowanie wyróżnia się na ich tle. Zbysio, bo tak miał na imię ten jeleń, był całkowicie czarny. Właśnie skończył swoją sesję w błotnym spa. Zbyszek jest bardzo ufnym zwierzęciem i bez ceregieli podszedł do nas się przywitać. Można było go także nakarmić (bo karma jeszcze nie zniknęła). Zbyszek to również mała modelka, gdyż z przyjemnością pozował dla nas, z każdej strony ukazując piękne poroże przystrojone roślinnością i błotem. Możliwość obserwacji tych zwierząt z tak bliska to naprawdę super sprawa. Po chwili inny osobnik wziął przykład ze Zbyszka i udał się do spa na kąpiel błotną.
Nasza wycieczka powoli dobiega końca i samochód niestety kieruje się ku bramie. Zanim jednak wyjedziemy z tej ogromnej przestrzeni czeka nas ostatni przystanek. Tym razem podziwiamy dwie wspaniałe piękności: lamy andyjskie (glama). Zwierzęta te są bardzo różnorodne pod względem wyglądu. Można spotkać smukłe lub grubsze, długo- lub krótkonogie, a przede wszystkim czarne, białe, brązowe (często ubarwione niejednolicie). Tu zauważamy tylko dwie lamy: brązową i białą.
Wycieczka autem po terenie zamkniętym niestety dobiegła końca, ale została nam jeszcze karma. Udajemy się więc do zagrody pełnej kóz i owiec wrzosówek. Owce raczej nieufne bardzo szybko wycofują się w tylną część zagrody i z ciekawością zerkają w naszą stronę utrzymując odległość. Kozy za to są bardzo przyjazne i od razu rzucają się w naszą stronę. Bardzo dobrze wiedzą, że pyszności, które mamy w woreczkach są już tylko dla nich. Zostałyśmy tak otoczone, że miałyśmy problem z przejściem w głąb zagrody. Pamiętając o ostrzeżeniach naszego przewodnika z początku staramy się uważać na woreczki z karmą, ale... nie udaje się. Największy i najbardziej żarłoczny kozioł chwyta jeden z woreczków, rozdzierając go i pożera całą karmę. Inne worki udało się jednak ukryć i nakarmić pozostałe zwierzaki. Tę część wycieczki możemy podsumować tylko w jeden sposób: kozy są super! Ich prostokątne źrenice są niezwykłe i pozwalają im na znacznie lepszy zakres widzenia niż ludziom. Kozy widzą pod kątem nawet 320-340 stopni.
Wycieczka niestety dobiegła końca. Na terenie ośrodka dodatkowo możemy zobaczyć niewielkie mini-zoo, czyli klatki z kurami, kaczkami, gęśmi, królikami czy pawiem. Tutaj jednak zwierzęta mają bardzo mało miejsca. Całości pilnuje dobrana para: pies z kotem. Ogólnie czysto, spora przestrzeń do odpoczynku nad jeziorem, w pensjonacie bistro z jedzeniem (my jednak miałyśmy jeszcze inne plany, więc nie skorzystałyśmy). W sezonie pewnie więcej się tu dzieje.




























































































































Komentarze