Giżycko - spacer po polskiej stolicy żeglarstwa
- babkiwdrodze
- 10 paź 2021
- 3 minut(y) czytania
Po zwiedzeniu Twierdzy Boyen, a przed powrotem po Romiego, postanowiłyśmy zobaczyć jeszcze jedno cudowne miejsce w Giżycku - wieżę ciśnień. Jest to obiekt 3w1 - punkt widokowy, muzeum i kawiarnia - otwarty we wrześniu od 10:00 do 18:00. Bilet wstępu kosztuje całkiem sporo (12 zł), co jest przesadą jeżeli porównać to chociażby do Twierdzy Boyen (o niej możecie poczytać w poście Twierdza Boyen - giżycka gwiazda obronna). My uwielbiamy wieże ciśnień i punkty widokowe, dlatego i tak zdecydowałyśmy się ją zwiedzić.

Wieżę Ciśnień w Giżycku wybudowano w 1900 roku z czerwonej cegły. Dosyć charakterystyczna kopuła mieściła w sobie zbiornik o pojemności 200m3 wody. Wieża zaopatrywała mieszkańców Giżycka w wodę aż do 1996 roku, kiedy to została kupiona i zmodernizowana. Nad wejściem umieszczono 2 herby: herb miasta Giżycka oraz herb mazurski.
Żeby dostać się na górę można skorzystać z windy, która dojeżdża do kawiarni. Do tarasu widokowego pozostają jeszcze 2 piętra, które trzeba pokonać schodami. Taras jest odrestaurowany i nowoczesny. Możemy z niego podziwiać panoramę miasta Giżycka oraz piękne jezioro Niegocin.
Piętro niżej jest niewielka, ale przytulna kawiarnia. W powietrzu unosi się zapach ciasta oraz świeżo mielonej kawy. Chciałyśmy jednak jak najszybciej pojechać po Romiego i zjeść obiad, więc nie zdecydowałyśmy się tam posiedzieć, chociaż ceny były zaskakująco umiarkowane. Jeszcze niżej, przez kilka pięter ciągnie się muzeum. Można zobaczyć tam zdjęcia, dokumenty i przedmioty codziennego użytku przedstawiające życie mieszkańców okolic Giżycka na przestrzeni kilkudziesięciu lat, czy eksponaty typowo myśliwskie. Zdecydowanie polecamy przejść się i pooglądać, można tam znaleźć parę perełek. Na samym dole znajdziemy sklepik z pamiątkami (można tam też kupić znaczki pocztowe).

Postanowiłyśmy pojechać po naszego pieska Romiego i wrócić do Giżycka jeszcze raz - na obiad i spacer. Nie zdałyśmy się tym razem na zrządzenie losu tylko same wybrałyśmy miejsce. Padło na Siwą Czaplę, przede wszystkim ze względu na smażone stynki, których bardzo chciałyśmy spróbować. Problemów z miejscem nie miałyśmy, a piesek od razu dostał miskę z wodą. Wzięłyśmy ze środka koce i ulokowałyśmy się na zewnątrz w niewielkim ogródku, żeby móc podziwiać widoki. Restauracja jest zlokalizowana tuż przy samym jeziorze Niegocin, na końcu kanału giżyckiego, w związku z czym jest to miejsce odrobinę wietrzne ale przepiękne.
Jak już wcześniej wspomniałyśmy znalazłyśmy się w Siwej Czapli głównie ze względu na, wszędzie polecane, smażone stynki (19 zł) podawane z dipem czosnkowym. Są to małe rybki, smażone w całości, chrupkie i lekko słone, idealne na przekąskę zwłaszcza do piwa - zdecydowanie warte spróbowania. Zamówiłyśmy je jako przystawkę razem z pierogami z łososiem w sosie śmietanowo-koperkowym (25 zł) oraz zupą rybną z pulpetami z ryb mazurskich (17 zł) - niestety lekko mączną. Jeżeli chodzi o napoje, najbardziej skusiła nas lemoniada lawendowa malina (14 zł). Do tego wszystkiego dopchałyśmy się głównymi daniami: dzyndzałkami z hreczką (24 zł), czyli pierogami z kaszą gryczaną i wędzonym boczkiem okraszone wędzonką i podane z wiejską śmietaną, plackami ziemniaczanymi 4 strony świata (27 zł) - cztery placki, każdy podany z innym dodatkiem - łososiem na śmietanie, tzatzikami, musem jabłkowo-imbirowym oraz sosem węgierskim, a także plincami z pomoćką (29 zł), czyli plackami ziemniaczanymi przełożonymi plastrem wędzonki podanymi z twarogiem ze śmietaną, cebulą i czosnkiem.
Żeby ułożyć sobie w żołądkach całe to pyszne i mnogie jedzenie, które zaserwowano nam w Siwej Czapli, poszłyśmy na mały spacer. Giżycko to piękne miasto - portowe, turystyczne i wypoczynkowe. Wartym zobaczenia zabytkiem jest most obrotowy nad Kanałem Łuczańskim. Konstrukcja mostu sprawia, że jest on unikatowy w porównaniu do innych mostów w Polsce. Otwarcie i zamknięcie jest prowadzone ręcznie, przez tylko jedną osobę i trwa około 5 minut. Obok mostu znajduje się też zamek krzyżacki, ale funkcjonuje jako hotel, bez możliwości zwiedzania.
Dla tych, którzy chcą zobaczyć otwieranie mostu (niekoniecznie z bliska) polecamy usiąść na ławeczce dokarmiając wiecznie głodne kaczki, które podchodzą nawet na tyle blisko żeby jeść bezpośrednio z ręki. Nad kanałem rozstawionych jest kilka automatów typu Ptasi Bufet (na zdjęciu jest akurat kaczkomat kętrzyński, ale wiecie o co chodzi), w których za 2 zł dostaniemy sporą ilość karmy (kilka solidnych garstek). Warto w tym miejscu wspomnieć - NIE dokarmiajmy ptaków chlebem, ani w ogóle pieczywem! Ptaki zjadają chleb bardzo chętnie, ale jest on bardzo szkodliwy dla ich zdrowia. Powoduje zwyrodnienie stawów (zespół anielskiego skrzydła), kwasicę, zatrucie pokarmowe, rozwolnienie, uszkodzenie nerek, a w konsekwencji śmierć. Jeśli naprawdę chcemy to podajmy kaczkom i łabędziom ziarna zbóż lub drobno pokrojone warzywa. To się tyczy nie tylko ptaków wodnych, a nawet wróbli czy gołębi. Jak Was męczą gołębie odchody to zwróćcie uwagę czy nie są przypadkiem źle dokarmiane. To nie ptaków wina, tylko człowieka - jak to niestety zazwyczaj bywa.



































Komentarze